Fanatyzm i ortodoksja vas dojrzała, głęboka wiara

Z cyklu: Poszerzaj wiedzę, wzrastaj w wierze, czyli dlaczego bycie wierną nie jest „za bardzo”.
Może ktoś ci kiedyś powiedział:
„Jesteś zbyt religijna.”, „Za bardzo to przeżywasz.” „Ortodyksja to już przesada…” Albo po prostu: „Fanatyczka.”
Zamrugałaś oczami. Zrobiło ci się gorąco. Poczułaś ukłucie w sercu.
Ale przecież… Ty tylko kochasz Boga. Ty po prostu wierzysz naprawdę. Nie na pokaz. Nie z obowiązku. Z serca. Z tęsknoty. Z miłości. Bo Ty już wiesz… poczułas to..

Pomiędzy skrajnością a letniością.
Fanatyzm religijny to skrajność. To przestrzeń braku miłości. To wiara bez serca, bez relacji, bez pokory.
To trzymanie się litery, a porzucenie Ducha Jezusa Chrystusa.
Ale dziś świat coraz częściej myli fanatyzm z wiernością, a letniość nazywa mądrością.
Jeśli odmawiasz różaniec – jesteś zbyt fanatyczna i pobożna.
Jeśli nie idziesz z prądem i mówisz prawdę  – jesteś ortodoksyjna.
Jeśli trwasz przy Kościele – jesteś zacofana.
Jeśli mówisz o grzechu – jesteś osądzająca i oceniająca.

Czym naprawdę jest fanatyzm religijny?
Fanatyzm to:
– lęk, nie miłość,
– kontrola, nie wolność,
– przymus, nie łaska,
– potępienie, nie nadzieja,
– pobożność nie duchowość.

Fanatyk nie słucha, nie rozeznaje, nie szuka. Fanatyk mówi w imię Boga, ale często bez Boga.
Zamiast prowadzić do serca – odpycha. Zamiast nieść miłość – budzi strach.

A czym jest dojrzała wiara?
To wierność bez przemocy. To ufność, która nie musi mieć ostatniego słowa. To posłuszeństwo Bogu, nie ludziom.
To miłość do prawdy – nawet trudnej.
Dojrzała wiara:
– nie wyklucza pytań,
– nie boi się ciszy,
– nie potrzebuje poklasku.

Ona pachnie Chrystusem, nie teorią. Doświadczeniem spotkania z Nim i Jego miłością. Porusza serce. Wzbudza ciche pragnienie „ja też tak chcę”.


Słowa Jezusa, które wciąż budzą ogień.
Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę, ażeby już zapłonął.
Chrzest mam przyjąć, i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie.
Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam.
Odtąd bowiem pięcioro będzie podzielonych w jednym domu:
troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu;
ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu;
matka przeciw córce, a córka przeciw matce;
teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej.
(Łk 12, 49–53)
To jedno z najbardziej wstrząsających zdań, jakie wypowiedział Jezus.
Nie o „świętym spokoju”. Nie o neutralności.
Ale o ogniu, który rozdziela – bo prawda dzieli.

Kiedy jedna osoba w rodzinie zostaje „wyciągnięta”.
Zdarza się, że Bóg wybiera jedną osobę z rodziny, by rozpalić przez nią ogień miłości, wiary i światła.
Jedna córka, która zaczyna się modlić.
Jedna matka, która przyjmuje Komunię Świętą z drżącym sercem.
Jedna siostra, która odcina się od duchowego zamętu i toksycznych, pokoleniowych schematów.
I zaczyna się rozłam.
Nie dlatego, że ta osoba tego pragnie –
ale dlatego, że światło zawsze demaskuje ciemność.
Że żywa wiara zawsze konfrontuje religijną martwotę, ciemność, pobożność.
Ojciec przeciw synowi. Matka przeciw córce.
Bo nie da się iść za Chrystusem, nie pozostawiając za sobą tego, co martwe.
Czasem najboleśniejsze nie jest to, że inni nie wierzą.
Ale to, że atakują Twoją wiarę.
Wyśmiewają. Kpią. Bagatelizują.
Traktują jak zagrożenie.

Może jesteś tą osobą?
Tą, którą Chrystus dziś wybrał, by zapłonął ogień.
Tą, która nie mieści się już w starych ramach rodzinnych układów.
Tą, która zaczęła widzieć inaczej, mówić inaczej, żyć inaczej.
To boli.
To samotność, której nie rozumieją Ci, którzy jeszcze śpią.
Ale to również misja, dar, powołanie.
Nie uciekaj. 

Jeśli to o Tobie…
Nie myśl, że coś z Tobą nie tak.
Nie daj sobie wmówić, że „przesadzasz”.
Nie próbuj dopasować się do starych schematów, jeśli Chrystus prowadzi Cię nową drogą.
Nie jesteś za bardzo. Jesteś prowadzona.
I choć może teraz przeżywasz rozłam –
Bóg przez Ciebie pragnie kiedyś dotknąć tych, którzy Cię teraz odrzucają. 
Wytrwaj. On Cię umocni.

Pamiętaj!
Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was,
i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was.”
(Mt 5,11)

Co dalej?
Zatrzymaj się. Przeczytaj ten tekst jeszcze raz.
Z sercem. Z modlitwą.
A jeśli znasz kobietę, która właśnie przez to przechodzi – podeślij jej ten wpis.
Może właśnie dziś potrzebuje potwierdzenia, że nie zwariowała – ale została wybrana przez łaskę.

Cały cykl podobnych wpisów znajdziesz na Duchowym Blogu: www.projekttektura.pl
Udostępnij w swoich social mediach – niech Duch Święty działa.
Wyślij osobie, która się boi, że „za bardzo uwierzyła”.


Terapia w Bogu – duchowa przestrzeń uzdrowienia i wzrostu dla kobiet.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *