„Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli.” (J 8,32)
Od dawna noszę w sercu ten temat. Podczas rozmów z kobietami coraz częściej słyszę podobne zdania: „Mam takie dzieciństwo…” „Po tym, co przeżyłam, już nigdy nie będę taka sama…” „Gdyby moi rodzice byli inni…” „Po zdradzie nie potrafię już zaufać…”
Za każdym z tych zdań kryje się prawdziwy ból. I tego bólu nie wolno bagatelizować.
Są rany, które zostają z nami przez wiele lat. Są słowa, które wciąż brzmią w sercu. Są doświadczenia odrzucenia, przemocy, zdrady czy samotności, których nie da się po prostu wymazać.
Chrześcijaństwo nigdy nie zaprzecza cierpieniu. Ale mówi coś znacznie głębszego.
Twoje cierpienie nie jest odpowiedzią na pytanie, kim jesteś. Krzywda jest wydarzeniem. Nie jest Twoją tożsamością.
To jedno zdanie wiele lat temu zmieniło moje patrzenie na człowieka, Bo możesz być córką, której zabrakło czułej miłości ojca. Możesz być kobietą zdradzoną przez męża. Możesz być osobą odrzuconą, wykorzystaną lub niesprawiedliwie potraktowaną. To wszystko mogło wydarzyć się w twoim życiu.
Ale to nie odpowiada na najważniejsze pytanie. Kim jesteś?
Na to pytanie odpowiada sam Bóg. „Nie lękaj się, bo Cię wykupiłem, wezwałem Cię po imieniu: tyś moja.” (Iz 43,1)
Nie jesteś swoim rozwodem. Nie jesteś swoim dzieciństwem. Nie jesteś błędami swoich rodziców. Nie jesteś grzechem człowieka, który Cię zranił. Nie jesteś nawet swoimi lękami.
Jesteś umiłowaną córką Ojca. To właśnie tę prawdę zło próbuje ukraść człowiekowi od samego początku. Kiedy ból staje się tożsamością. Psychologia opisuje zjawisko, które nazywa rolą ofiary. Nie chodzi o człowieka, który został skrzywdzony.
Chodzi o moment, w którym cała jego tożsamość zaczyna budować się wokół tej krzywdy. Najpierw mówimy: „To mnie spotkało.” Po pewnym czasie zaczynamy mówić: „To jestem ja.” I właśnie wtedy dzieje się coś bardzo niebezpiecznego. Oddajemy ster naszego życia temu, kto kiedyś nas zranił. Pozwalamy, aby jego grzech nadal decydował o naszej teraźniejszości.
Tymczasem Jezus przyszedł właśnie po to, aby zło nie miało ostatniego słowa. „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli.” (J 8,32) „Czy chcesz stać się zdrowa?”
Jest scena z Ewangelii, która od lat mnie porusza. Jezus podchodzi do człowieka chorego od trzydziestu ośmiu lat. I zamiast wygłosić długą mowę, zadaje jedno pytanie: „Czy chcesz stać się zdrowy?” (J 5,6) To pytanie wydaje się niemal niezrozumiałe. Przecież odpowiedź wydaje się oczywista. A jednak Jezus zna ludzkie serce. Wie, że czasami łatwiej żyć w znanym cierpieniu niż wejść w nieznaną wolność. Bo wolność oznacza odpowiedzialność. Oznacza decyzje. Oznacza przebaczenie. Oznacza budowanie życia od nowa. To znacznie trudniejsze niż pielęgnowanie żalu. Czasami przywiązujemy się do swoich ran tak mocno, że zaczynają one mówić za nas. Krzywda staje się naszym językiem. Żal staje się sposobem patrzenia na świat. Nie dlatego, że jesteśmy źli. Dlatego, że boimy się życia bez tego, co przez lata było częścią naszej historii.
Starszy syn także był niewolnikiem. Kiedy myślimy o przypowieści o synu marnotrawnym, najczęściej zatrzymujemy się na młodszym synu. A przecież starszy również nie był wolny. Nie był ofiarą ojca. Był ofiarą własnego sposobu myślenia. Całe życie budował swoją wartość na poczuciu niesprawiedliwości. „Tyle lat ci służę…” W jego sercu nie było pokoju.Było rozliczanie. Ilu ludzi żyje właśnie w taki sposób? Nieustannie licząc, ile dali. Ile stracili. Ile inni mają łatwiej. Jak bardzo zostali skrzywdzeni. Takie serce nie potrafi już cieszyć się miłością Ojca.
Józef Egipski pokazuje inną drogę. Józef został sprzedany przez własnych braci. Fałszywie oskarżony. Niesprawiedliwie uwięziony. Miał wszystkie powody, aby do końca życia uważać się za ofiarę. A jednak po latach wypowiada zdanie, które jest jedną z najpiękniejszych definicji wolności zapisanych w Piśmie Świętym: „Wy wprawdzie knuliście zło przeciwko mnie, Bóg jednak zamierzył to jako dobro.” (Rdz 50,20) To nie znaczy, że zło było dobre. Nie znaczy, że krzywda przestała boleć. To znaczy, że Bóg okazał się większy od zła.
I właśnie na tym polega chrześcijańska nadzieja. Nie tylko ofiary. Nie tylko sprawcy. Jako chrześcijanie potrzebujemy jeszcze jednej perspektywy. Każdy z nas został kiedyś zraniony. I każdy z nas kiedyś zranił. Nie jesteśmy tylko ofiarami. Nie jesteśmy tylko sprawcami. Dlatego wszyscy jednakowo potrzebujemy miłosierdzia. To odbiera nam moralną wyższość. Uczy pokory. I otwiera serce na łaskę.
Przebaczenie nie jest zapomnieniem. Dzisiaj bardzo często mylimy przebaczenie z udawaniem, że nic się nie stało. A przecież przebaczenie nie oznacza zaprzeczenia krzywdzie. Nie oznacza zgody na przemoc. Nie oznacza rezygnacji z granic. Nie oznacza pojednania za wszelką cenę. Przebaczenie oznacza przede wszystkim, że przestaję oddawać swoją przyszłość temu, kto zranił mnie w przeszłości. Nie pozwalam już, aby jego grzech nadal pisał scenariusz mojego życia. Oddaję ten scenariusz Chrystusowi.
To Chrystus uzdrawia serce. Psychologia pomaga nazwać mechanizmy. Pomaga zrozumieć, dlaczego reagujemy w określony sposób. To ogromna wartość. Ale sama analiza ran nie uzdrawia serca. Serce uzdrawia spotkanie z Tym, który powiedział: „Oto czynię wszystko nowe.” (Ap 21,5) I ze św. Pawłem przypomina: „Jeżeli więc ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem. To, co dawne, minęło, a oto wszystko stało się nowe.”
(2 Kor 5,17)
Chrystus nie obiecuje, że wymaże Twoją przeszłość. Obiecuje coś znacznie większego. Że Twoja przeszłość nie będzie już decydowała o tym, kim jesteś. Możesz przez całe życie opowiadać historię o tym, co zostało Ci zabrane. Możesz też zacząć opowiadać historię o Tym, który oddał za Ciebie życie, aby nic i nikt nie odebrał ci już Twojej prawdziwej tożsamości.
Bo w Nim nie jesteś przede wszystkim osobą skrzywdzoną. Jesteś umiłowaną córką Ojca. Odkupioną przez Jezusa Chrystusa. Prowadzoną przez Ducha Świętego. I właśnie z tej nowej tożsamości rodzi się prawdziwa wolność.
A może dziś Jezus stawia również przed Tobą to samo pytanie, które zadał paralitykowi? „Czy chcesz stać się zdrowa?” Jeśli odpowiesz Mu „tak”, On nie cofnie czasu ani nie wymaże Twojej historii. Ale poprowadzi Cię tak, że przestanie ona być więzieniem, a stanie się miejscem, w którym najpełniej objawi się Jego miłość.
Bo tam, gdzie kończy się tożsamość zbudowana na zranieniu, zaczyna się tożsamość umiłowanej córki Boga.