Od pewnego czasu noszę w sercu pragnienie, które staje się coraz silniejsze. Pragnę Polski wolnej, mądrej, pięknej i odważnej. Polski, w której Polak zna swoją godność i wartość, potrafi bronić prawdy, rozwija swoje talenty i nie godzi się na niesprawiedliwość.
Marzę o Polsce, która nie będzie jedynie naśladować innych narodów, lecz odkryje własną drogę rozwoju. O kraju, który stanie się inspiracją dla innych dzięki swojej mądrości, uczciwości, solidarności, kulturze i osiągnięciom.
Wierzę, że wciąż mamy ku temu ogromne możliwości. Ale wierzę również, że prawdziwa odnowa naszego narodu nie zacznie się wyłącznie od kolejnego programu politycznego, nowego przywódcy czy zmiany przepisów.
Ona musi rozpocząć się w każdym sercu…
Polska, która zapomniała o własnej wartości.
Nasza historia pozostawiła głębokie ślady. Nasi przodkowie wielokrotnie udowadniali, że potrafią bronić tego, co najcenniejsze. Walczyli o wolność, wiarę, godność i prawo do życia we własnej Ojczyźnie. Dla wielu z nich słowa „Bóg, Honor, Ojczyzna” nie były jedynie hasłem, lecz zobowiązaniem, za które gotowi byli zapłacić najwyższą cenę.
Dziś żyjemy w wolnym kraju, ale czy potrafimy z odwagą korzystać z wolności, którą nam pozostawili? Czy nie zdarza się, że w codziennym życiu godzimy się na niesprawiedliwość, choć mamy możliwość wyrażenia sprzeciwu?
Nie potrzebujemy dzisiaj odwagi do walki zbrojnej. Potrzebujemy odwagi sumienia, uczciwości, odpowiedzialności i działania.
Zabory, wojny, okupacja, komunizm, prześladowania i doświadczenie życia w systemach, w których człowiek nie zawsze mógł otwarcie wyrażać swoje przekonania i wartości, odcisnęły piętno na wielu polskich rodzinach. Przez pokolenia ludzie uczyli się ostrożności, ukrywania prawdziwych myśli, nieufności wobec instytucji i przekonania, że najlepiej nie wychylać się przed szereg.
Badania psychologiczne pokazują, że trudne doświadczenia rodziców mogą wpływać na kolejne pokolenia, między innymi poprzez relacje rodzinne, sposób wychowania, przeżywania emocji i reagowania na zagrożenie. Nie oznacza to, że wszyscy Polacy noszą te same rany ani że historia przesądza o naszym zachowaniu.
Zastanawiam się jednak, czy niektóre postawy, takie jak nadmierna ostrożność, bierność, nieufność, lęk przed sprzeciwem czy poczucie bezradności, nie są również związane z doświadczeniami przekazywanymi w naszych rodzinach. Nie twierdzę, że wszystkie nasze społeczne trudności wynikają z bolesnej historii. Wierzę jednak, że obok naprawy instytucji i rozwoju gospodarki warto przyjrzeć się również temu, co dzieje się w ludzkich sercach: naszym lękom, przekonaniom o własnej wartości i gotowości do podejmowania odpowiedzialności.
Być może właśnie dlatego tak bardzo potrzebujemy dzisiaj nie tylko rozwoju gospodarczego, ale również odbudowy wewnętrznego poczucia bezpieczeństwa, godności i sprawczości. Człowiek, który nie wierzy we własną wartość, łatwiej rezygnuje z zabierania głosu. Człowiek, który żyje w ciągłym lęku, może mieć trudność z podejmowaniem odważnych decyzji.
Ale istnieje również druga skrajność. Człowiek pełen frustracji, który nie potrafi konstruktywnie działać, może zamienić swoje rozczarowanie w nieustanne krytykanctwo. Wtedy wszystko jest złe, każdy jest winny, a żadna propozycja nie jest wystarczająco dobra. I tak jedni milczą, a drudzy krzyczą. Jedni się wycofują, a drudzy nieustannie krytykują i oskarżają. Tymczasem nasza Ojczyzna potrzebuje czegoś więcej.
Potrzebuje ludzi, którzy potrafią z dystansem rozpoznać problem, uczciwie go nazwać, a następnie wziąć odpowiedzialność za poszukiwanie rozwiązania. Właśnie dlatego tak bardzo zależy mi na odbudowywaniu poczucia godności i wartości kobiet. Na pomaganiu im w odkrywaniu, że nie muszą zasługiwać na swoją wartość, ponieważ otrzymały ją od Boga. Godność człowieka jest dana i niezbywalna. Jej poszanowanie i ochrona stanowią również obowiązek władz publicznych, o czym przypomina art. 30 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej.
Kiedy milczenie staje się przyzwoleniem.
Zastanawia mnie, dlaczego tak często potrafimy godzinami narzekać na sytuację w kraju, krytykować polityków, instytucje, sąsiadów i siebie nawzajem, a jednocześnie tak trudno przychodzi nam konkretne działanie. Widzimy krzywdę, ale odwracamy wzrok. Dostrzegamy niesprawiedliwość, ale wolimy nie zabierać głosu. Czujemy, że coś jest nieuczciwe, ale tłumaczymy sobie, że i tak niczego nie zmienimy. Uciekamy w bierność i uległość. Czasami milczymy ze strachu przed konsekwencjami. Czasami z wygody, przemęczenia lub przekonania, że odpowiedzialność należy do kogoś innego. A przecież wolność nie oznacza jedynie tego, że nikt nie zabrania nam mówić. Oznacza również odwagę, aby mówić i działać wtedy, gdy wymaga tego dobro.
Niepokoi mnie, kiedy tracimy poczucie wpływu na to, co dzieje się z naszym wspólnym dobrem, majątkiem narodowym, instytucjami, gospodarką i przyszłością naszych dzieci. Zastanawiam się, w jakiej Polsce za 20 lat będą żyły nasze dzieci. Dlatego właśnie mamy prawo pytać, w jaki sposób zarządza się publicznymi pieniędzmi. Mamy prawo domagać się przejrzystości, rozliczania nadużyć i ochrony polskiego dziedzictwa gospodarczego, społecznego i narodowego. Mamy prawo oczekiwać, że państwo będzie dbało o bezpieczeństwo i godność swoich obywateli, którzy są u siebie i nie powinni być traktowani jak obywatele drugiej kategorii. Mamy prawo do wyboru rządu, który będzie reprezentował nasze interesy, oraz do wyrażania sprzeciwu, jeżeli dostrzegamy działania, które naszym zdaniem niszczą lub osłabiają Ojczyznę albo świadczą o niewłaściwym zarządzaniu państwem. Nie zapominajmy, że to Naród jest suwerenem, a politycy sprawują władzę w jego imieniu, nie zaś jako władza absolutna. Mamy również prawo rozmawiać o zasadach migracji, integracji i obowiązkach osób przybywających do naszego kraju. Gościnność nie wymaga rezygnacji z własnych granic, kultury, prawa ani odpowiedzialności za bezpieczeństwo na naszych ulicach.
Jednocześnie troska o własną Ojczyznę nie wymaga poniżania kogokolwiek ze względu na pochodzenie, czy wartości. Możemy oczekiwać respektowania praw i zasad obowiązujących w naszym kraju przez wszystkich, którzy w nim przebywają, pamiętając zarazem, że wśród osób obcego pochodzenia są zarówno goście, jak i wieloletni mieszkańcy czy polscy obywatele.
Nie chodzi o to, aby żyć w ciągłym poczuciu zagrożenia. Chodzi o to, aby przestać mylić spokój z biernością, dobroć z naiwnością, a cierpliwość z przyzwoleniem na krzywdę.
Mamy wielkie talenty. Dlaczego nie zawsze potrafimy je rozwijać?
Polska wydała wielu wybitnych naukowców, konstruktorów, odkrywców i przedsiębiorców. Jan Czochralski opracował metodę otrzymywania monokryształów, która odegrała ogromną rolę w rozwoju elektroniki. Jacek Karpiński stworzył wraz z zespołem nowatorski minikomputer K-202, którego produkcję przerwano w realiach PRL. Stefan Kudelski odniósł światowy sukces dzięki profesjonalnym magnetofonom Nagra. Mieczysław Bekker odegrał istotną rolę w opracowaniu pojazdu księżycowego wykorzystywanego podczas amerykańskich misji Apollo.
Te historie przypominają, że nie brakuje nam zdolności ani pomysłowości. Wierzę, że wciąż mamy genialnych i wyjątkowych Polaków oraz fachowców cenionych za swoje talenty i osiągnięcia, którym wystarczy stworzyć przestrzeń, by mogli rozwinąć skrzydła. Potrzebujemy warunków, w których talent może się rozwijać, uczciwa praca jest szanowana, a przedsiębiorczość i nauka otrzymują przestrzeń do działania.
Historie polskich wynalazców pokazują również, jak wielki potencjał drzemie w naszym narodzie. Przykład Japonii przypomina natomiast, że sam talent nie wystarczy. Potrzebne są również konsekwencja, dobre warunki rozwoju, współpraca i długofalowa wizja przyszłości.
Podziwiam Japonię za to, jak konsekwentnie przez dziesięciolecia rozwijała edukację, kompetencje techniczne, kulturę jakości i własne rozwiązania gospodarcze. Jej sukces był wynikiem długofalowej pracy, współpracy państwa z przemysłem, inwestycji w naukę oraz umiejętnego korzystania z osiągnięć innych krajów. Japonia stworzyła rozpoznawalną na całym świecie kulturę przemysłową i technologiczną, stając się inspiracją dla wielu państw.
Nie chciałabym jednak, aby Polska stała się drugą Japonią. Chciałabym, aby Polska miała odwagę stać się najlepszą wersją samej siebie.
Mamy Chrystusa. Ale czy pozwalamy Mu przemieniać nasze życie?
Jako osoba wierząca nie potrafię myśleć o przyszłości Polski bez fundamentu wiary. W „Dzienniczku” świętej Faustyny czytamy słowa przypisywane Jezusowi: „Polskę szczególnie umiłowałem, a jeżeli posłuszna będzie woli Mojej, wywyższę ją w potędze i świętości”. (Dz. 1732) To zapis prywatnego objawienia, a nie gwarancja politycznej czy gospodarczej wielkości naszego kraju. Dla mnie najważniejsze jest zawarte w nim wezwanie do wierności Bogu.
Mamy Chrystusa, którego wiele polskich serc wyznaje jako swojego Króla. Mamy Matkę Bożą, którą czcimy jako Królową Polski. Mamy sakramenty, Eucharystię, możliwość adoracji i osobistej relacji z Bogiem.
Ale czy rzeczywiście czerpiemy z tego źródła? Czy nasza wiara pomaga nam być bardziej sprawiedliwymi, odważnymi i odpowiedzialnymi? Czy korzystamy z mocy Chrystusa, aby przemieniać nasze serca, naszą codzienność, rodziny, społeczeństwo, pracę i firmy?
Nie wystarczy mówić, że Chrystus jest Królem. Trzeba pozwolić Mu królować we własnym sercu. Bo jeśli Chrystus rzeczywiście jest Królem mojego serca, to Jego nauka musi mieć wpływ na moje codzienne wybory. na sposób traktowania najbliższych, wykonywania pracy, podejmowania decyzji, reagowania na niesprawiedliwość i korzystania z powierzonych mi talentów.
Wiara nie może kończyć się na deklaracjach. Powinna prowadzić do przemiany serca, a ta do przemiany życia.
Czy potrafimy stanąć w obronie skrzywdzonego, nawet jeśli wymaga to sprzeciwienia się silniejszemu? Czy potrafimy powiedzieć prawdę, kiedy wygodniej byłoby milczeć? Czy umiemy bronić własnych granic, nie tracąc miłości do drugiego człowieka? Przecież chrześcijańska pokora nie oznacza zgody na poniżanie i uległość. Uległość wobec krzywdy może wynikać z ran serca, które odbierają poczucie sprawczości i odwagę do działania. Przebaczenie nie oznacza usprawiedliwiania przemocy ani zgody na nią. Miłość bliźniego nie wymaga rezygnacji z własnej godności i wyznawanych wartości. Służenie nie oznacza zgody na poniżanie ani biernego wytrzymywania kolejnych ciosów i krzywd wyrządzanych jednostce czy społeczeństwu. Chrystus nie zaprasza nas do życia w lęku i poniżeniu. Zaprasza nas do życia w prawdzie i odwadze.
Nie wystarczy mieć rację. Trzeba jeszcze umieć czynić dobro.
Myślę, że jedną z największych potrzeb współczesnej Polski jest duchowa dojrzałość. Nie chodzi o to, aby wszyscy mieli identyczne poglądy polityczne czy społeczne. Chodzi o to, abyśmy nauczyli się rozpoznawać prawdę, szanować godność drugiego człowieka i dostrzegać dobro wspólne ponad doraźnymi interesami.
Można kochać Ojczyznę i różnić się w ocenie sposobów jej rozwoju. Można stanowczo sprzeciwiać się niesprawiedliwości bez nienawiści. Można być człowiekiem głęboko wierzącym, a jednocześnie otwartym na uczciwą rozmowę z tymi, którzy myślą inaczej.
Dojrzałość duchowa nie polega na wycofaniu się ze świata. Polega na tym, że coraz bardziej pozwalamy Chrystusowi kształtować nasze sumienie, decyzje i postępowanie. Dlatego tak bardzo wierzę w znaczenie modlitwy, adoracji, spowiedzi, Eucharystii i życia w łasce uświęcającej. Ale wierzę również, że owocem tych spotkań powinno być konkretne dobro i przemiana serca. Uczciwie wykonana praca. Mądrze wychowane dziecko. Pomoc skrzywdzonemu. Odwaga zgłoszenia nadużycia. Zaangażowanie w lokalną społeczność. Rozwijanie talentów. Szacunek dla prawa i troska o to, aby było sprawiedliwe. Bo każdy z nas ma swoje miejsce i zadanie.
Polsko, zacznijmy od własnych serc.
Nie chcę Polski, która żyje wspomnieniem dawnej wielkości, ale nie potrafi odważnie budować przyszłości.
Nie chcę również Polski, w której patriotyzm sprowadza się do wzajemnych oskarżeń, pogardy, walki, podziałów i nieustannego szukania winnych.
Pragnę Polski, w której ludzie odzyskują wiarę w sens swojego działania. W której kobiety i mężczyźni znają swoją niezbywalną godność. W której dzieci dorastają ze świadomością, że ich talenty są potrzebne, a przyszłość nie musi oznaczać wyłącznie wyjazdu za granicę. Że mogą tutaj otrzymać wsparcie, dobre warunki wzrostu i rozwoju oraz szansę na dobre, szczęśliwe życie.
Pragnę kraju, w którym uczciwość nie jest naiwnością, odwaga nie jest agresją, a dobroć nie oznacza bezmyślnej bierności i uległości.
Właśnie dlatego tak bliska jest mi Droga Serca. Wierzę, że człowiek, który pozwala Bogu dotykać swoich ran, odkrywa prawdę o sobie i uczy się żyć w wewnętrznej wolności, może również stać się źródłem dobra dla innych.
Nie oznacza to, że wszystkie problemy rozwiąże sama modlitwa. Potrzebujemy także mądrego prawa, sprawnie działających instytucji, dobrej edukacji, odpowiedzialnych przywódców i codziennej pracy każdego z nas.
Ale nawet najlepsze rozwiązania nie zastąpią uczciwego sumienia. Dlatego dzisiaj chcę zaprosić Cię do kilku pytań.
Czy jest jakaś niesprawiedliwość, wobec której milczysz ze strachu?
Czy jest dobro, które mogłabyś lub mógłbyś uczynić, ale odkładasz je, ponieważ nie wierzysz, że Twoje działanie cokolwiek zmieni?
Czy potrafisz krytykować odpowiedzialnie, a więc nie tylko wskazywać błędy, lecz również szukać rozwiązań?
I wreszcie: co możesz zrobić dzisiaj, aby Polska stała się choć odrobinę lepszym miejscem do życia?
Nie musisz zmieniać całego narodu. Zacznij od tego, co zostało Ci powierzone. Od własnego serca. Od rodziny. Od pracy. Od sposobu, w jaki traktujesz drugiego człowieka.
Nie odziedziczyliśmy wolności po to, aby żyć w lęku. Otrzymaliśmy ją jako dar i zadanie. Niech pamięć o odwadze naszych przodków nie będzie jedynie wspomnieniem. Niech stanie się zobowiązaniem do mądrego, odpowiedzialnego życia.
A jeśli jesteś człowiekiem wierzącym, zapytaj dzisiaj Chrystusa:
„Panie, czego oczekujesz ode mnie w tym miejscu i czasie? Jak mam służyć mojej rodzinie, wspólnocie i Ojczyźnie? Daj mi mądrość, abym rozpoznawał prawdę, i odwagę, abym nie uciekał przed dobrem, które powinienem uczynić. Daj mi również Twoją moc tam, gdzie mi jej dziś brakuje”.
Bo być może wielka odnowa Polski nie zacznie się od wielkich deklaracji.
Być może zacznie się od człowieka, który przestanie się bać, przestanie jedynie narzekać i z odwagą zacznie czynić dobro w swoim otoczeniu, rodzinie czy pracy.
Silna Polska zaczyna się od ludzi o wolnych, odważnych i odpowiedzialnych sercach.
Bądź jak Polska!
Marzę o dniu, w którym słowa „Bądź jak Polska!” będą wypowiadane przez ludzi innych narodów z podziwem i szacunkiem. Nie dlatego, że staniemy się lepsi od innych, ale dlatego, że odważymy się rozwijać to, co w nas najlepsze. Że będziemy narodem ludzi mądrych, uczciwych, odpowiedzialnych i odważnych. Że nasze osiągnięcia, kultura, solidarność i duchowa dojrzałość staną się inspiracją dla innych.
Wierzę, że taka Polska może powstawać każdego dnia. W naszych rodzinach, szkołach, miejscach pracy, wspólnotach i sercach.
Bo zanim świat powie: „Bądź jak Polska!”, my sami musimy uwierzyć, że potrafimy taką Polskę budować.
A prawdziwa odnowa Ojczyzny zaczyna się tam, gdzie człowiek pozwala Bogu przemienić i uzdrawiać swoje serce.
Bądź jak Polska! Niech stanie się to naszym wspólnym marzeniem i odpowiedzialnością za przyszłe pokolenia.
Wejdź na Drogę Serca.